Młodzieżówki partyjne. Dla jednych kuźnia politycznych kadr, dla drugich darmowa siła robocza pomagająca przy organizacji kampanii. Co sądzą członkowie?
Krzysztof Kosiński, 22 lata
Do Forum Młodych Ludowców zapisał się dwa lata temu. O wyborze akurat tej organizacji zadecydowało jej społeczne zaangażowanie. - Pochodzę z małej miejscowości i tam zawsze była widoczna działalność PSL, Forum Młodych Ludowców, Związku Młodzieży Wiejskiej, wszystkich tych organizacji związanych z ruchem ludowym. Dodatkowo zawsze podobało mi się centrowe podejście ludowców do polityki, ich umiarkowanie, racjonalizm, rozsądek, stronienie od konfliktów... - opowiada. Polityka i działalność społeczna pociągały go od najmłodszych lat. Kiedy tylko mógł, starał się korzystać z zaproszeń na spotkania z politykami i innymi ważnymi osobami.
Po przeprowadzce do Krakowa, przestało mu to jednak wystarczać. Chciał w polityce uczestniczyć aktywnie. - Kraków mi w tym pomógł, bo właśnie tutaj kręcony jest program "Młodzież kontra", w którym uczestniczę. Biorę także udział w cotygodniowych debatach na antenie Radia Kraków i radia akademickiego. Oczywiście na początku nie było to takie łatwe. Zdarzały mi się wpadki na wizji w postaci np. przejęzyczeń. Teraz jest już na szczęście OK. - mówi.
Obecność w mediach jest dla Krzysztofa bardzo ważna, aby zaistnieć w dorosłej polityce medialność jest przecież niezbędna. 22-latek pojawia się w telewizji, radiu oraz działa w internecie. - Teraz, w trakcie kampanii wyborczej poświęcam temu około cztery godziny dziennie. Udzielam się na forach internetowych i serwisach społecznościowych oraz prowadzę bloga, gdzie staram się przekonać innych do głosowania na kandydata PSL - mówi. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ sporo ludzi uważa PSL za partię chłopską, która zajmuje się jedynie sprawami rolników. - Staramy się rozmawiać z takimi ludźmi, wymieniać poglądami, spostrzeżeniami. Podając konkretne argumenty przekonywać ich, że jesteśmy partią, która ma dużo do powiedzenia również w innych dziedzinach życia i gospodarki. Niektóre opinie są jednak w ludziach utrwalone i ciężko nam to zmienić. O ile nie da się przekonać przeciwników do całego programu, o tyle zawsze można próbować ich przekonać, chociaż do jego części - mówi.
A co z czasem wolnym, ze spotkaniami ze znajomymi, z życiem studenckim? Krzysztof przyznaje, że studia i działalność polityczna zajmują mu obecnie większość czasu, dlatego też stara się ograniczać życie towarzyskie. Nie narzeka jednak, bo już za parę tygodni będzie mógł nadrobić zaległości. - Nie sądzę jednak, żebym na wakacjach całkowicie zapomniał o polityce. Pewnie w trakcie spotkań ze znajomymi temat wyborów prezydenckich będzie się pojawiał - uśmiecha się.
Zdarzało się, że wątki polityczne przewijały się w trakcie spotkań towarzyskich wbrew woli Krzyśka. - Byłem na imprezie studenckiej i około godziny pierwszej w nocy mój telefon sam zadzwonił do jednego z bardziej znanych posłów. Było mi strasznie głupio, ale na szczęście poseł mi wybaczył. Od tamtej pory nie zabieram na imprezy telefonu - wspomina. Krzysztof uważa, że działalność w młodzieżówce daje duże perspektywy na przyszłość i może być przepustką do poważnej polityki. - W tym roku nasza młodzieżówka obchodzi 10-lecie istnienia. To młody wiek, ale mimo tego możemy pochwalić się, że Prezes FML, Dariusz Klimczak jest wicemarszałkiem województwa łódzkiego, a nasza koleżanka Urszula Nowogórska pełni funkcję przewodniczącej sejmiku małopolskiego. Jest też wielu innych młodych ludzi, którzy w przyszłości mogą piastować ważne urzędy państwowe czy samorządowe -zapewnia.
Sam również chce się rozwijać i brać aktywny udział w życiu politycznym. Ostatnio opracował i wręczył wicepremierowi Pawlakowi dokument "Prawny, polityczny i obywatelski charakter urzędu prezydenta RP. Wizja prezydentury 2010-2015". Wierzy, że kandydat PSL na prezydenta skorzysta z tego opracowania. - Młodzieżówka często jest traktowania niepoważnie. Niektórzy sądzą, że istnieje po to żeby mówić to czego starsi politycy powiedzieć nie mogą. Obszerne opracowanie, które wręczyłem wicepremierowi przeczy tej obiegowej opinii pokazując, że my młodzi mamy swoją wizję i chcemy ją przedstawić. Jestem z tego strasznie dumny - mówi.
Grzegorz Gruchalski, 22 lata
Lewicowe poglądy ma od zawsze. Wstąpienie do Federacji Młodych Socjaldemokratów było, jak mówi, naturalnym krokiem. Zaczął od roznoszenia ulotek i uczestnictwa w różnych akcjach i eventach. Dzisiaj, po pięciu latach działalności, jest koordynatorem wolontariuszy w sztabie wyborczym Grzegorza Napieralskiego. - To bardzo odpowiedzialne zajęcie. Potrzeba dużej punktualności i odpowiedzialności. - podkreśla. Pięć dni w tygodniu spędza w biurze poselskim. Dzień zaczyna od przeglądu informacji, potem koordynuje akcje ulotkowe i happeningi na terenie Warszawy. Tylko czasami rusza się z miejsca, aby sprawdzić, czy wszystko przebiega zgodnie z planem.
- Oczywiście zdarzają się wpadki, szczególnie kiedy organizujemy jakąś akcję czy happening i mamy na to bardzo mało czasu, np. trzy godziny. Kiedyś mieliśmy zrobić pikietę pod prokuraturą. Jak to na pikiecie: powinno nas być przynajmniej 20 osób. Zwołaliśmy dziennikarzy itd. Wszystko było zaplanowane, ale skończyło się tak, że od nas były tylko cztery osoby, które później pokazano w programie "Szkło kontaktowe", z piosenką "Gdzie są przyjaciele moi?" w tle. Wyglądało to dość komicznie. - wspomina. Według Grzegorza powodem tamtej wpadki był błąd na linii komunikacyjnej (zbyt mało osób zostało poinformowanych o akcji) ale była to dobra nauczka na przyszłość.
Mówiąc o wpadkach, Grzegorz wspomina medialny "debiut" swojego młodszego kolegi z FMS. - 16-letni członek FMS, taki niski, drobniutki chłopiec w okularach, wszedł kiedyś na konferencję prasową Grzegorza Napieralskiego. Po prostu stanął sobie jak gdyby nigdy nic obok przewodniczącego i myślał, że będzie w tej konferencji brał udział i że coś powie. Najśmieszniejsza była jednak reakcja dziennikarzy, którzy byli kompletnie zdezorientowani, bo nie wiedzieli kto to jest i dlaczego tam stoi. Kolega został szybko usunięty ze sceny przez rzecznika prasowego, jednak o ile się nie mylę, to chyba i z nim była przebitka w "Szkle kontaktowym" - opowiada.
Grzegorz miło wspomina happening pod siedzibą IPN. Federacja Młodych Socjaldemokratów wystąpiła wtedy z propozycją likwidacji tej instytucji. Młodzi spotkali się pod siedzibą i spalili symboliczne teczki agentów służb bezpieczeństwa PRL . - Chcieliśmy przez to pokazać, że są rzeczy ważniejsze niż wyciąganie haków na polityków. Aby było ciekawiej, jeden z uczestników założył wielką głowę przypominającą ówczesnego premiera - Jarosława Kaczyńskiego. To było naprawdę zabawne. - wspomina.
Organizowanie akcji i praca przy kampanii wyborczej to według Grzegorza cenne doświadczenia, które z pewnością przydadzą się kiedyś przy poszukiwaniu pracy. Przyznaje jednak, że nie zawsze jest kolorowo. - Czasami, a szczególnie teraz, kiedy rozdajemy ulotki w związku z kampanią wyborczą, spotykamy się wrogością. Zdarza się, że ludzie, z którymi rozmawiamy są bardzo nieprzyjemni, padają wyzwiska od komuchów itd. Jest to całkowicie nieuzasadnione i nie ma żadnego związku z młodymi ludźmi. Przecież nie żyliśmy w tamtych czasach. Mogliśmy się co najwyżej urodzić pod koniec tamtego systemu. - mówi.
Aktywna działalność w młodzieżówce i zbieranie doświadczeń są dla Grzegorza bardzo cenne, ponieważ wiąże swoją przyszłość z polityką. Studiuje socjologię i ma zamiar zająć się marketingiem politycznym i PR. Ale zanim do tego dojdzie, chciałby sprawdzić się też w prawdziwej bitwie wyborczej, dlatego zamierza startować na radnego w najbliższych wyborach samorządowych. - Młodzi ludzie powinni zaangażować się w działania dla Polski i wprowadzić wreszcie powiew świeżego powietrza do polityki - podkreśla.
Michał Klimczak, 20 lat
- O polityce najczęściej rozmawiałem z moim ojcem. To on od najmłodszych lat mówił mi, co jest dobre, a co złe i jak patrzy na bieżące sprawy związane z naszym krajem. Ukierunkował mnie i zaraził fascynacją polityką. - wspomina Michał. Rodzice nie popierali żadnej partii ,ale on szybko znalazł taką, która mu odpowiadała. - Przeczytałem program Platformy Obywatelskiej i bardzo mi się spodobał. Pokrywał się z moim punktem widzenia. Udało mi się nawet przekonać rodziców do tego, aby i oni popierali Platformę. - opowiada. Kiedy trzy lata temu przyniósł do domu wypełnioną deklarację z zamiarem zapisania się do Stowarzyszenia Młodych Demokratów rodzice zaakceptowali jego wybór. Do dziś go wspierają.
Dla Michała działalność w młodzieżówce, to bardzo stymulujące i satysfakcjonujące zajęcie. Szczególnie miło wspomina kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. - Kampania to okres absolutnej mobilizacji członków młodzieżówki, a dobrej kampanii nie da się zrobić w dwie osoby. Próbujemy werbować nowe osoby do stowarzyszenia i angażować je w życie publiczne. Oprócz tego uczymy się odpowiedzialności za powierzone nam zadania. Nie ma mowy o żadnych błędach, wszystko musi być zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Taka praktyka z pewnością przyda się w każdej pracy. - zapewnia.
Oprócz satysfakcji z pozyskiwania nowych członków, jest również ta związana, z werbowaniem potencjalnych wyborców. Grzegorz wspomina, że szczególna sytuacja spotkała go podczas zbierania podpisów na kandydatów PO do Parlamentu Europejskiego. - W pewnym momencie okrążyły nas starsze panie. Z tego, co pamiętam, trzy z nich były zwolenniczkami PiS, jedna LPR. Zaczęły z nami dyskutować, ale bardzo kulturalnie, bez docinek, epitetów, itp. Rozmowa przerodziła się półgodzinną debatę, wymianę poglądów, cytowanie punktów z programów wyborczych partii. W końcu te panie powiedziały, że nie wiedziały, że tacy ludzie są w Platformie i że tak miło się z nimi dyskutuje, no i że w związku z tym one podpisują się na naszej liście. To było niesamowicie miłe doświadczenie. - wspomina.
Także podczas obecnej kampanii, Michał mocno angażuje się w powierzone mu zadania. - Wiemy, że Platforma na nas liczy, dlatego działamy na pełnych obrotach. Ja sam mam dzień wypełniony do ostatniej minuty - mówi. W ciągu dnia zajmuje się głównie wymianą mailową. - Ludzie piszą do nas, że chcą angażować się w kampanię, pomóc przy czymś. Są to głównie osoby nie związane w żaden sposób z polityką, jednak chcące aktywnie przyczynić się do wygranej Bronisława Komorowskiego, lub zobaczyć jak wygląda kampania wyborcza od kuchni. Naszym zadaniem jest odpowiedzieć na ich chęć pomocy i przydzielić ich do konkretnych zadań. To zajmuje naprawdę dużo czasu, bo chętnych jest sporo. - mówi.
Mimo aktywnej działalności w SMD, Michał przyznaje, że "wielka" polityka go nie interesuje. Bardziej czuje potrzebę działania społecznego na poziomie lokalnym, dlatego zamierza wystartować w najbliższych wyborach samorządowych na radnego dzielnicy. - Chcę być bliżej mieszkańców i ich spraw oraz mieć realny wpływ na problemy ludzi mieszkających wokół mnie. Chciałbym wprowadzić lepszą komunikację między mieszkańcami a radnymi, np. poprzez chodzenie po mieszkaniach, ankietowanie, pytanie, co moglibyśmy dla nich zrobić. To jest bardzo ważne, aby ułatwić i wzmocnić ten kontakt. - planuje. Aby już teraz spełniać się w działaniach społecznych, Michał wspólnie ze znajomymi założył Stowarzyszenie Inicjatywa Warszawa.
Mimo wielu obowiązków, spokojnie godzi pracę i studia. - Lubię być aktywny i dawać z siebie 100 procent. Zajmować się wieloma rzeczami na raz - mówi twierdząc, że takie cechy powinien posiadać każdy potencjalnych członek młodzieżówki. - Powinna to być osoba zaangażowana, chętna do uczestniczenia w różnych spotkaniach, akcjach, happeningach, dająca z siebie wszystko. Sam jestem młody i mocno wierzę w młodych ludzi. Możemy robić wiele ważnych rzeczy i powinniśmy z tego korzystać- zachęca.
Adam, 25 lat
Adam do młodzieżówek nie ma już tak ciepłego stosunku, jak wtedy, kiedy zaczynał swoją działalność. Przygodę w Forum Młodych PiS zaczął w wieku 18-lat i po siedmiu latach członkostwa mówi o sobie: "weteran młodzieżówkowy". Przyznaje, że tak długi staż pozwolił mu przejrzeć na oczy i zdystansować się do partyjnych stowarzyszeń młodzieżowych. - Zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kuchni. Czasami było lepiej, jednak zazwyczaj było gorzej - podsumowuje.
Do młodzieżówki zapisał się, bo czuł potrzebę działania społecznego i robienia czegoś pożytecznego. Uważa się za konserwatystę, dlatego wybrał Forum Młodych PiS, chociaż twierdzi, że nie utożsamia się całkowicie z tą partią. - PiS pewne sprawy widzi w podobny sposób jak ja. Jednak jest wiele kwestii, z którymi się nie zgadzam i nigdy tego nie ukrywałem - mówi.
Adam bardzo szybko piął się po szczeblach "kariery" w młodzieżówce. Duże zaangażowanie i stosunkowo mała konkurencja sprawiły, że już po paru miesiącach został przewodniczącym młodzieżówki na swoje rodzinne miasto, a już po roku - przewodniczącym na cały okręg wyborczy. Kiedy przeniósł się na studia do Warszawy, zaczął działać w młodzieżówce PiS-u na najwyższym szczeblu. Właśnie wtedy zobaczył tę gorszą stronę "działania społecznego". - Na poziomie centralnym to wszystko wygląda podobnie jak w dorosłej polityce. Jest mnóstwo konkurencji, wycinania się, nepotyzmu, prywaty. Tutaj każdy działa na korzyść własnych interesów i myśli tylko o sobie - mówi.
Adam wspomina, że oprócz złych relacji z częścią członków młodzieżówki, z posłami także nie zawsze wszystko było w porządku. - Koordynowałem kampanię w 2005 roku i razem z 40- 50 osobami bardzo się w to zaangażowaliśmy. Zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Posłowie obiecali, że dla nas wszystkich zorganizują ognisko, a osoby, które ze mną działały będą mogły się spełniać w poważniejszej polityce, np. poprzez bycie asystentami posłów. Skończyło się tak, że ogniska się do tej pory nie doczekaliśmy, o zwykłym "dziękuję" nie wspominając. Jak widać posłowie mieli ważniejsze sprawy na głowie, niż ludzi, którzy dla nich pracują. - stwierdza.
Zdrowy dystans do działalności w młodzieżówce sprawił, że z czasem zaczął się powoli wycofywać. Mniej więcej od 2007 roku jego działalność w młodzieżówce ogranicza się do minimum. Obecnie nie ma ani czasu, ani ochoty, aby ten stan rzeczy zmienić. - Przejrzałem na oczy i postanowiłem zająć się w końcu rzeczami poważnymi. To czym zajmują się działacze w młodzieżówkach jest zazwyczaj mało ważne. Osobom, które rozważają zapisanie się do młodzieżówek partyjnych polecałbym raczej zrzeszanie się w organizacjach nastawionych na prawdziwe działania społeczne. W młodzieżówce będą używani jedynie jako mięso armatnie i darmowa siła robocza - mówi.
Z działalności w Forum Młodych PiS wyniósł wiele cennych znajomości i przyjaźni. - Poznałem sporo naprawdę fajnych osób, z którymi nadal współpracuję, jednak już w dziedzinach pozapolitycznych - podkreśla.
Adam uważa, że dopiero poza polityką można realizować się zgodnie z własnymi przekonaniami. Nigdy nie chciałby zostać posłem jakiejkolwiek partii, ponieważ wtedy zawsze musiałby wykonywać tylko to, co narzucałby mu program partyjny, a nie jego własne przekonania. - Ja mam potrzebę robienia czegoś dla ludzi, dla społeczeństwa, ale nie przez politykę. Działam zgodnie z własnym "ja" i żyję tak, aby móc każdego ranka spojrzeć w lustro i nie wstydzić się tego kim jestem. I na razie mi się to udaje. - kończy.
źródło: www.gazetapraca.pl
Ostatnie odpowiedzi
26 tygodni 4 dni temu
30 tygodni 2 dni temu
30 tygodni 2 dni temu
1 rok 15 tygodni temu
1 rok 21 tygodni temu
1 rok 22 tygodnie temu
1 rok 23 tygodnie temu
1 rok 24 tygodnie temu
1 rok 24 tygodnie temu
1 rok 30 tygodni temu